Prof. Krzysztof Składowski: „Żadna epidemia nie może odwlekać diagnostyki i leczenia chorób nowotworowych”

0

Doktor Anna Prokop-Staszecka, ordynator Oddziału Chorób Płuc z Pododdziałem Onkologicznym szpitala Jana Pawła II w Krakowie , przedstawiła przypadek pacjenta, który z powodu obaw , przed zakażeniem koronawirusem nie podjął o czasie leczenia onkologicznego: „Kilkanaście dni temu do szpitala zgłosił się mężczyzna. Od jakiegoś czasu miał kaszel i widział, że w jego ślinie jest krew. Zapytałam: „proszę pana, na litość boską, dlaczego pan nie przyszedł wcześniej?”. Stwierdził, że bał się wirusa. Kiedy zapytałam, czy nie bał się duszności i kaszlu, które go męczyły, odparł, że się do tego przyzwyczaił. Dopiero jak zobaczył krwioplucie, to się przestraszył. W końcu pokonał lęk przed wirusem, ale jest za późno, aby mu pomóc „- mówi dr Prokop-Staszecka.

Nowotwór późno zdiagnozowany jest zawsze wyrokiem śmierci?

Z danych  gromadzonych  przez NFZ wynika, że od początku marca do końca lipca wydano blisko 19 tys. mniej kart DiLO, niż w roku ubiegłym. Taką kartę, dostaje pacjent u którego można podejrzewać chorobę nowotworową. Zgodnie z przepisami pacjent z taką kartą powinien otrzymać wyniki badania obrazowego nie później, niż do dwóch tygodni.

„ To znaczy, że ogromna liczba chorych nie ma zdiagnozowanego raka” – wyjaśnia Dorota Korycińska, prezes Ogólnopolskiej Federacji Onkologicznej.

„W mojej ocenie we względnie dobrej sytuacji znaleźli się chorzy, którzy byli już w trakcie leczenia przed epidemią, ponieważ mogli wrócić do kontynuowania terapii. W gorszej te osoby, które były w trakcie diagnostyki i w niej „utknęły”. Największym problemem, dramatem wręcz jest diagnostyka onkologiczna” – dodaje.

Epidemia opóźnia diagnostykę i leczenie nowotworów?

„ Chorzy, którzy do nas trafiają, bardzo często mają diagnostykę spóźnioną o kilka miesięcy. Trafiają do nas w fatalnym stanie. I my nie możemy już pomóc. Robimy wszystko, żeby chory nie cierpiał, nie czuł bólu, nie miał duszności, ale nie wygramy walki ze śmiercią. Pomożemy mu w umieraniu, ale nie pomożemy w odzyskaniu zdrowia. I to jest dla nas, lekarzy, tragiczne” – opowiada ordynator Oddziału Chorób Płuc z Pododdziałem Onkologicznym szpitala Jana Pawła II w Krakowie.

„Rodziny bardzo często robią nam awantury i niegrzeczne uwagi, po części rozumiem ich rozgoryczenie organizacją ochrony zdrowia, ale nie wszystko zależy od lekarzy” – dodaje.

Brak wczesnej diagnostyki i leczenia nowotworu ma stu procentową smiertelność!

Pacjent bez dostępu do diagnostyki i leczenia onkologicznego w czasie obecnej pandemii, jest skazany na pewną śmierć. Nie ma nowotworu bezobjawowego, nowotwór bez leczenia odpowiednio wcześnie wdrożonego jest w stu procentach śmiertelny.

Prof. Krzysztof Składowski: „Im dłuższa zwłoka, tym gorzej dla pacjenta”

Negatywnie wpływ pandemii koronawirusa na stan leczenia onkologicznego w Polsce potwierdza prof. Krzysztof Składowski, dyrektor Narodowego Instytutu Onkologii im. Marii Skłodowskiej-Curie – Państwowego Instytutu Badawczego Oddziału w Gliwicach i Krakowie.

„Wszyscy moi koledzy podzielają opinię, że żadna epidemia nie może odwlekać ani hamować diagnostyki i leczenia chorób nowotworowych, ponieważ skuteczność leczenia onkologicznego zależy od funkcji czasu. Im dłuższa zwłoka w podjęciu terapii i im więcej przerw w jej realizacji, tym gorzej dla pacjenta” – zaznacza.

Onkolodzy dzwonili do pacjentów onkologicznych, którzy przerywali terapię onkologiczną z powodu… pandemii?

„ W marcu, kwietniu i w maju dzwoniliśmy do chorych, którzy mieli termin przyjęcia do szpitala. Wówczas masowo odmawiali. Dopiero w czerwcu zaczęło się to zmieniać” – opowiada z kolei doktor Prokop-Staszecka.

„W pewnym momencie trwania pandemii zaistniała faktycznie sytuacja, w której rodzice ze strachu przed koronawirusem sami unikali szpitali i nie zgłaszali się na planowe wizyty z podopiecznymi” – mówi prof. Jana Styczyński, konsultant krajowy w dziedzinie onkologii i hematologii dziecięcej.

„Naturalny lęk został spotęgowany rozpaczliwymi apelami ośrodków medycznych o zbiórki publiczne, które miały wyposażyć szpitale w środki ochrony osobistej” – opowiada Dorota Korycińska, prezes Ogólnopolskiej Federacji Onkologicznej..

„Jest pandemia i jest strach. Często dość dziwny, bo ludzie obawiają się kontaktów z ochroną zdrowia np. u lekarza rodzinnego, ale uczestniczą w weselach na 150 i więcej osób, imprezach rodzinnych w restauracjach i na plaży. Każdy się boi, ja też, ale obawy przed zakażeniem wirusem nie powinny opóźniać diagnostyki i leczenia np. przeciwnowotworowego. Przełamanie tego lęku jest konieczne” – dodaje dr Prokop-Staszecka.

Zabiegi onkologiczne odwoływane z powodu pandemii

Epidemia koronawirusa skazuje na śmierć pacjentów onkologicznych. Jeśli udało sie zaprwnić choremu na nowotwór złośliwy diagnostykę i leczenie, odpowiednie wsparcie psychologiczne motywujące do dalszego leczenia, to w przypadku 36 proc. takich pacjentów nie miało możliwości poddać się niezbędnym zabiegom ratującym życie w chorobie nowotworowej. Jak wynika z raportu Fundacji Alivia opublikowanego w maju tego roku, leczenie aż 36 proc. pacjentów chorych na raka przesunięto lub odwołano z powodu epidemii. Z dokumentu wynika, że 36 proc. ośrodków trwale lub częściowo zamknięto ze względu na wystąpienie zakażenia koronawirusem. Z kolei 40 proc. personelu medycznego zgłosiło, że ograniczono im możliwość wypowiadania się na temat działania placówki.

Onkologia i hematologia dziecięca ograniczona przez pandemię?

W Polsce mamy 1500 maloletnich pacjentów onkologicznych i hematologicznych. A tylko 8 zakażonych koronawirusem.

„Na początku pandemii w Polsce nałożono obostrzenia i rozpropagowano apel, by wszyscy pacjenci, którzy nie wymagają pilnej interwencji w szpitalu czy poradni, powstrzymali się od wizyt, właśnie po to, by przeciwdziałać zakażeniom. I faktycznie w sporej części poradni liczba pacjentów zmniejszyła się” – mówi prof. Jana Styczyński, konsultant krajowy w dziedzinie onkologii i hematologii dziecięcej.

„Wielu pacjentów, którzy wymagają kontroli ambulatoryjnej, kontaktuje się z lekarzami za pomocą telemedycyny. Ale na samych dziecięcych oddziałach onkologicznych z kolei, liczba pacjentów nie zmniejszyła się. Oczywiście, być może były pojedyncze przypadki, że pacjenci trafiali do nas później. Zasadniczo nie można stwierdzić znaczących opóźnień w przyjmowaniu pacjentów onkologicznych” – dodaje.

Prof. Styczyński podkreśla także, że liczba zakażonych koronawirusem dzieci onkologicznych od początku pandemii to zaledwie osiem przypadków.

” A mamy w Polsce około 1,5 tys. chorych małoletnich pacjentów, będących pod kontrolą naszych klinik” – mówi.

om

Fot. IO Gliwice

Źródło: onet.pl

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj