Koronawirus: Masowe bankructwa prywatnych przedszkoli?

0

Jak podaje businessinsider sytuacja przedsiębiorców prowadzących prywatnego przedszkola jest bardzo trudna. Dziennikarze rozmawiali z 20 prywatnymi przedszkolami, które chętnie dzieliły się swoimi problemami, ale tylko dwa z nich zgodziły się na cytowanie ich wypowiedzi – i to anonimowo. Obraz, który wylania się z tych rozmów, jest raczej pesymistyczny – wiele małych placówek może po prostu czekać bankructwo.

Epidemia powoduje odpływ klientów prywatnych przedszkoli

„We wszystkich placówkach, z którymi rozmawialiśmy, odnotowano odpływ klientów. W przypadkach mniejszych przedszkoli, przyjmujących np. 20-30 dzieci, do końca maja zrezygnuje nawet 50-60 proc. ich rodziców”.

„Klienci co chwilę odchodzą. Mimo, że obniżyliśmy czesne o 50 proc. żeby tylko utrzymać rodziców i móc solidarnie odciążyć rodziców” – mówi właścicielka przedszkola w jednym z największych polskich miast.

Obniżenie przychodów powodem bankructwa

W innej placówce dyrektor informuje nas, że znacznie obniżono czesne, w efekcie czego przychody w kwietniu spadły o połowę. O zarobku nie ma mowy, ale przedszkole powinno się utrzymać po obniżeniu niektórych kosztów stałych. Edukuje się w nim 40 dzieci, czesne przed pandemią mieściło się w widełkach 1000-1500 zł, ale zawierało koszt wyżywienia i zajęć dodatkowych”.

Po odjęciu tych kosztów opłata podstawowa to średnio 900-1000 zł. Sam koszt wynajęcia lokalu wynosił dużo ponad kilkanaście tysięcy złotych, co w połączeniu z pracownikami – 10 osób – daje koszty ok. 70 tys. zł miesięcznie. Cześć nauczycieli jednak musiała udać się na urlop opiekuńczy nad dziećmi, co pozwoliło m.in. obniżyć koszty i czesne.

Kilka placówek zmniejszało pracownikom wymiar godzin – i wynagrodzenia – do 70-80 proc., prowadząc przy tym zajęcia online. Po ponownym otwarciu placówek trzeba jednak było przywrócić pełne płace i jeśli finanse się nie spinały, to przychodził czas na trudne decyzje – zwolnienia pracowników.

„W kwietniu uratowało nas, że personel zgodził się na zmniejszenie liczby godzin i tym samym pensji. Ale co będzie w maju, nie wiemy, szczególnie, że ze względów bezpieczeństwa raczej się nie otworzymy” – wyjaśnia.

Tarcza antykryzysowa wyklucza prywatne przedszkola

Chociaż wiele przedszkoli jest w podobnej sytuacji, to trudno im szukać pomocy w państwowych programach.” Najgorsze jest to, że tarcza nie obejmuje przedszkoli prowadzonych przez osoby fizyczne, bo zgodnie z prawem nie prowadzą one działalności gospodarczej, tylko placówki oświatowe.” A z tarczy mogą korzystać tylko przedsiębiorcy w definicji ustawy, czyli prowadzący działalność – wyjaśnia jedna z właścicielek.

A to tylko wierzchołek licznych dylematów, które stoją przed prywatnymi przedszkolami. W najlepszej sytuacji są te placówki, za którymi stoi zamożny inwestor – duża spółka czy bogata osoba, które stać na dosypywanie pieniędzy i utrzymanie płynności. Pozostali muszą jakoś walczyć o przetrwanie. Jeśli zaczną masowo upadać – mogą stanowić nie lada problem społeczny. Przed tym, póki co, rządowa tarcza antykryzysowa nas nie chroni.

om

Fot.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj